PRZEMÓWIENIE
Kanclerza Republiki Federalnej Niemiec Olafa Scholza
na Uniwersytecie Karola w Pradze
poniedziałek, 29 sierpnia 2022 roku

Magnificencjo, Szanowna Pani Rektor Profesor Králíčková,
Szanowne Panie i Panowie Rektorowie oraz Członkowie Wydziałów,
Szanowny Panie Ministrze Bek,
Ekscelencje,
Drodzy Studenci,
Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za miłe zaproszenie! Jest dla mnie wielkim zaszczytem wystąpić przed Państwem w tym historycznym miejscu – w pewnym sensie pod okiem założyciela tej instytucji o wielowiekowej tradycji – i wygłosić wykład na temat przyszłości, na temat naszej przyszłości, która według mnie zawiera się w jednym słowie: Europa.

Nie ma chyba bardziej odpowiedniego miejsca do tego niż miasto Praga i ten Uniwersytet z jego niemal siedemsetletnim dziedzictwem. „Ad fontes”, czyli do źródeł – tak głosiło hasło wielkich humanistów renesansu europejskiego. Kto udaje się w drogę do źródeł Europy, tego droga siłą rzeczy zaprowadzi tutaj, do tego miasta, którego dziedzictwo i kształt są tak europejskie jak mało którego miasta na naszym kontynencie. Turyści, czy to z Ameryki, czy z Chin, przechodząc przez most Karola na Hradczany, natychmiast to rozumieją. Właśnie po to tu przyjechali, ponieważ tutaj, między średniowiecznymi zamkami i mostami, katolickimi, protestanckimi i żydowskimi świątyniami, katedrami gotyckimi i pałacami secesyjnymi, szklanymi wieżowcami i zabytkowymi uliczkami oraz na Starym Mieście z rozbrzmiewającymi tam najróżniejszymi językami odnajdują to, co stanowi dla nich istotę Europy: ogromną różnorodność na małej przestrzeni.

Jeśli więc Praga jest Europą w pigułce, to Uniwersytet Karola jest poniekąd kronikarzem naszej tak bogatej historii, pełnej wzlotów i upadków. Czy założyciel uczelni, cesarz Karol IV sam postrzegał siebie jako Europejczyka, nie potrafię powiedzieć. Jego biografia jednak na to wskazuje – urodził się nosząc stare czeskie imię „Václav”, nauki pobierał w Bolonii i w Paryżu, był synem władcy z rodu Luksemburczyków oraz Habsburżanki, cesarzem niemieckim, królem Czech i Italii. Fakt, że na „jego” Uniwersytecie w sposób zupełnie oczywisty Czesi, Polacy, Bawarczycy i Saksończycy kończyli studium generale obok studentów z Francji, Włoch i Anglii, wydaje się być tego całkiem logiczną konsekwencją.

Ponieważ uniwersytet ten leży w Europie, doświadczył jednak również najciemniejszych rozdziałów europejskiej historii – ambicji religijnych, podziałów wzdłuż granic językowych i kulturowych, procesu ideologicznego „ujednolicenia” (Gleichschaltung) w czasie dyktatur XX. wieku. Niemcy napisali najciemniejszy rozdział – zamknięcie uniwersytetu przez okupantów nazistowskich, egzekucje dokonane na protestujących studentach, deportacja i wymordowanie w niemieckich obozach koncentracyjnych tysięcy osób związanych z uczelnią. Zbrodnie te bolą i zawstydzają nas Niemców do dziś. Jestem też tutaj, aby to wyrazić, tym bardziej, że często zapominamy o tym, że niewola, cierpienie i dyktatura dla wielu obywatelek i obywateli Europy Środkowej nie skończyły się wraz z końcem okupacji niemieckiej i II wojny światowej.

Jeden z wielu wybitnych myślicieli wywodzących się z tego uniwersytetu przypominał nam o tym już w czasach zimnej wojny. W 1983 roku Milan Kundera opisał „tragedię Europy Środkowej”, a mianowicie jak Polacy, Czesi, Słowacy, Bałtowie, Węgrzy, Rumuni, Bułgarzy i Jugosłowianie po II wojnie światowej „obudziwszy się pewnego poranka stwierdzili, że znajdują się na Wschodzie”, oraz że „zostali wymazani z mapy Zachodu”. Również tym dziedzictwem się zajmujemy, zwłaszcza ci wśród nas, którzy byli po zachodniej stronie żelaznej kurtyny, nie tylko dlatego, że dziedzictwo to jest częścią historii europejskiej, lecz ponieważ doświadczenie obywatelek i obywateli w Europie Środkowej i Wschodniej – poczucie, że zapomniano i porzucono ich za żelazną kurtyną – oddziałuje do dziś, również w debatach na temat naszej przyszłości, na temat Europy.

Dzisiaj ponownie nasuwa się pytanie, gdzie w przyszłości będzie przebiegać linia między wolną Europą a neoimperialną autokracją. Po rosyjskiej napaści na Ukrainę w lutym mówiłem, że mamy do czynienia z dziejową cezurą. Rosja Putina chce przy użyciu siły na nowo wytyczyć granice – to coś, czego w Europie nie chcieliśmy nigdy więcej doświadczyć. Brutalna napaść na Ukrainę jest tym samym również atakiem na europejski ład bezpieczeństwa. Przeciwstawiamy się temu z całą determinacją. Do tego sami potrzebujemy siły – jako pojedyncze państwa, w sojuszu z naszymi partnerami transatlantyckimi, ale właśnie również jako Unia Europejska.

Ta zjednoczona Europa powstała jako skierowany do wewnątrz projekt pokojowy. Nigdy więcej wojny między jej państwami członkowskimi – taki był cel. Dzisiaj naszym zadaniem jest poszerzenie tej obietnicy pokoju poprzez uczynienie Unii Europejskiej zdolną do zapewnienia swojego bezpieczeństwa, swojej niezależności i stabilności, także wobec wyzwań od zewnątrz. Na tym, Szanowni Państwo, polega nowe zadanie pokojowe Europy. I tego oczekuje chyba większość obywatelek i obywateli Europy – na zachodzie oraz na wschodzie naszego kontynentu.

Szczęśliwie więc składa się, że w tych czasach prezydencję w Radzie UE sprawuje Republika Czeska – kraj, który już dawno dostrzegł znaczenie tego zadania i prowadzi Europę we właściwym kierunku. Czechy mają tu pełne poparcie Niemiec, i cieszę się na współpracę z Premierem Fialą w celu znalezienia dobrych odpowiedzi na szczeblu europejskim w obliczu tej cezury.

Pierwsza z nich brzmi następująco: Nie godzimy się na atak Rosji na pokój w Europie. Nie przyglądamy się, jak kobiety, mężczyźni i dzieci są zabijani, jak wolne kraje są wymazywane z mapy, znikając za murami lub żelaznymi kurtynami. Nie chcemy powrotu do XIX. lub XX. wieku, naznaczonych wojnami podboju i ekscesami totalitaryzmów.

Nasza Europa jest zjednoczona w pokoju i wolności i otwarta na wszystkie narody europejskie, które podzielają nasze wartości. Przede wszystkim jednak jest ona żywotnym odrzuceniem imperializmu i autokracji. Unia Europejska nie funkcjonuje na zasadzie nadrzędności i podporządkowania, lecz poprzez uznanie różnorodności, przez równą pozycję jej członków, przez pluralizm i wyważanie różnych interesów.

Właśnie ta zjednoczona Europa jest solą w oku Putina, ponieważ nie pasuje do jego światopoglądu, według którego mniejsze kraje muszą się podporządkować kilku europejskim mocarstwom. Tym ważniejsze jest, abyśmy razem bronili naszej idei Europy. Dlatego wspieramy zaatakowaną Ukrainę – gospodarczo, finansowo, politycznie, humanitarnie, a także militarnie. W tym zakresie Niemcy w ciągu ostatnich miesięcy zasadniczo zmieniły kurs. Utrzymamy to wsparcie, w sposób niezawodny i tak długo, jak będzie to konieczne. 

Dotyczy to odbudowy zniszczonego kraju, która będzie wielkim wysiłkiem na pokolenia. Wymaga to koordynacji na szczeblu międzynarodowym oraz mądrej, solidnej strategii. Tymi kwestiami zajmie się konferencja ekspertów, na którą wspólnie z Przewodniczącą Komisji Europejskiej von der Leyen zaprosimy Ukrainę i jej partnerów z całego świata 25 października do Berlina.

W najbliższych tygodniach i miesiącach Ukraina otrzyma od nas dodatkowo nową, wysoce nowoczesną broń, np. systemy obrony przeciwlotniczej i systemy radarowe oraz drony rozpoznawcze. Sam nasz ostatni pakiet dostaw broni ma wartość ponad 600 mln euro. Naszym celem jest stworzenie nowoczesnych ukraińskich sił zbrojnych, które mogą trwale bronić swojego kraju.

Nie może być jednak tak, że wszyscy dostarczamy Kijowowi tylko to, co akurat nam samym nie jest potrzebne. Również w tym zakresie potrzebujemy więcej planowania i koordynacji. Dlatego rozpoczęliśmy razem z Niderlandami inicjatywę, której celem jest trwały i niezawodny podział pracy między wszystkimi partnerami Ukrainy. Wyobrażam sobie na przykład, że Niemcy przejmą szczególną odpowiedzialność w zakresie budowy artylerii i obrony przeciwlotniczej Ukrainy. Powinniśmy szybko porozumieć się w sprawie takiego systemu skoordynowanego wsparcia i tym samym podkreślić nasze przywiązanie do wolnej, niezależnej Ukrainy na stałe, tak jak zrobiliśmy na Radzie Europejskiej w czerwcu, kiedy jednogłośnie powiedzieliśmy „tak”. Tak, miejsce Ukrainy, Republiki Mołdawii, perspektywicznie także Gruzji i oczywiście sześciu państw Bałkanów Zachodnich jest wśród nas, w wolnej, demokratycznej części Europy. Ich przystąpienie do UE leży w naszym interesie.

Mógłbym uzasadnić to względami demograficznymi lub gospodarczymi, albo, zgodnie z Milanem Kunderą, kulturowo, etycznie i moralnie. Wszystkie te powody mają swoją rację. Jednak wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej teraz wyłania się jeszcze wymiar geopolityczny tej decyzji. Realpolitik, czyli polityka realistyczna, w XXI. wieku nie oznacza, że odsuwamy na dalszy plan wartości i poświęcamy partnerów na rzecz zgniłych kompromisów. Polityka realistyczna musi oznaczać, że włączamy przyjaciół i partnerów podzielających nasze wartości oraz że wspieramy ich, aby dzięki współpracy być silniejszymi w warunkach globalnej konkurencji .

Tak też rozumiem notabene propozycję Emmanuela Macrona utworzenia europejskiej wspólnoty politycznej. Oczywiście, mamy Radę Europy, OBWE, OECD, Partnerstwo Wschodnie, Europejski Obszar Gospodarczy oraz NATO. Są to ważne fora, w ramach których my Europejczycy współpracujemy ściśle również ponad granicami UE. To, czego jednak brakuje, to regularna wymiana na szczeblu politycznym, forum, na którym my, szefowie państw i rządów UE, oraz nasi europejscy partnerzy raz lub dwa razy w roku omawiamy główne tematy dotyczące naszego kontynentu jako całości – takie jak bezpieczeństwo, energia, klimat i łączność.

Taki związek – i to uważam za bardzo ważne – nie jest alternatywą przyszłego poszerzenia UE, ponieważ daliśmy naszym krajom kandydującym obietnicę – w przypadku krajów Bałkanów Zachodnich już prawie 20 lat temu – i tym deklaracjom słownym muszą wreszcie towarzyszyć czyny.

W ciągu ostatnich lat wielu słusznie domagało się silniejszej, bardziej suwerennej, geopolitycznej Unii Europejskiej, Unii, która jest świadoma swojego miejsca w historii i geografii kontynentu i działa na świecie silnie i zgodnie. Historyczne decyzje ostatnich miesięcy zbliżyły nas do tego celu. Z bezprecedensową determinacją i szybkością nałożyliśmy ostre sankcje przeciwko Rosji Putina. Bez sporów, jakie kiedyś były normalne, przyjęliśmy miliony kobiet, mężczyzn i dzieci z Ukrainy, którzy szukali u nas schronienia. Zwłaszcza Republika Czeska i inne państwa Europy Środkowej okazały wielkie serce i ogromną solidarność. Pragnę wyrazić mój największy szacunek dla Państwa.

Również w innych dziedzinach ożywiliśmy na nowo pojęcie solidarności. Współpracujemy ściślej w zakresie zaopatrzenia energetycznego. Kilka tygodni temu przyjęliśmy europejskie cele redukcyjne odnośnie zużycia gazu. Mając na uwadze zbliżającą się zimę, oba elementy mają kluczowe znaczenie, i zwłaszcza Niemcy są bardzo wdzięczne za tę solidarność.

Wszyscy Państwo wiedzą, z jaką determinacją Niemcy obecnie redukują swoje uzależnienie od rosyjskich dostaw energii. Budujemy alternatywne drogi importu gazu płynnego oraz ropy naftowej, i czynimy to w sposób solidarny, pamiętając także o zapotrzebowaniu krajów śródlądowych takich jak Republika Czeska. Obiecałem to premierowi Fiali podczas jego wizyty w maju w Berlinie, i tę solidarność na pewno podkreślimy raz jeszcze na naszym dzisiejszym spotkaniu.

Presja zmian, pod jaką my Europejczycy się znajdujemy, zwiększy się też niezależnie od wojny Rosji i jej skutków. Na świecie zamieszkiwanym przez osiem miliardów ludzi – w przyszłości prawdopodobnie dziesięć miliardów – każde pojedyncze europejskie państwo narodowe jest za małe, aby w pojedynkę realizować swoje interesy i wartości. Tym ważniejsze jest dla nas, abyśmy stworzyli Unię Europejską działającą zgodnie.

Tym ważniejsi są silni partnerzy, przede wszystkim Stany Zjednoczone. To, że w Białym Domu zasiada prezydent Biden, czyli polityk będący przekonanym zwolennikiem partnerstwa transatlantyckiego, jest dla nas wszystkich szczęściem. Jak bezcenną wartość ma partnerstwo transatlantyckie, doświadczyliśmy w ostatnich miesiącach. NATO jest dziś bardziej zgodne niż kiedykolwiek dotąd, decyzje polityczne podejmujemy razem jako partnerzy transatlantyccy. Jednak niezależnie od wszystkiego, co właśnie prezydent Biden zrobił dla naszego partnerstwa, wiemy jednocześnie, że Waszyngton w większym stopniu skupia też swoją uwagę na rywalizacji z Chinami i obszarze azjatycko-pacyficznym. Będzie to dotyczyło również przyszłych rządów amerykańskich, być może nawet jeszcze bardziej.

W wielobiegunowym świecie XXI. wieku nie wystarcza zatem dbanie o już istniejące partnerstwa, niezależnie od tego, jak cenne one są. Będziemy inwestować w nowe partnerstwa – w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Dywersyfikacja polityczna i gospodarcza jest zresztą też częścią odpowiedzi na pytanie, jakie podejście przyjmiemy wobec mocarstwa Chin i jak zrealizujemy trójdźwięk „partner, konkurent i rywal”.

Druga część tej odpowiedzi brzmi: Musimy o wiele bardziej wykorzystać znaczenie zjednoczonej Europy. Wspólnie mamy najlepsze szanse, by współtworzyć i kształtować XXI. wiek według naszych wyobrażeń, w duchu europejskim – jako Unia Europejska 27, 30 lub 36 państw licząca wtedy ponad 500 mln obywateli, wolnych i równouprawnionych – Unia z największym rynkiem wewnętrznym świata, wiodącymi ośrodkami badawczymi, innowacjami i innowacyjnymi przedsiębiorstwami, stabilnymi demokracjami, systemami zabezpieczenia społecznego i infrastrukturą publiczną, niemającymi sobie na świecie równych. To jest ambicja, jaką wiążę z Europą geopolityczną. 

Doświadczenie ostatnich miesięcy pokazuje przecież, że blokady można przezwyciężyć. Regulacje europejskie można zmienić – jeśli to konieczne, również w trybie przyspieszonym. Nawet traktaty europejskie nie są wykute w kamieniu. Jeśli razem dojdziemy do wniosku, że traktaty trzeba dostosować, aby Europa mogła iść do przodu, to powinniśmy to zrobić.

Abstrakcyjne dyskusje na ten temat jednak nie poprowadzą nas dalej. Ważniejsze jest, abyśmy się zastanowili nad tym, co należy zmienić, a potem podjęli konkretną decyzję, jak to zrobimy. „Form follows function“ – ta maksyma architektury nowoczesnej powinna stać się również zasadą polityki europejskiej.

Jest dla mnie oczywiste, że Niemcy muszą przedstawić propozycje w tym zakresie i też same muszą się ruszyć. Również dlatego jestem tutaj, w stolicy prezydencji UE, aby przedstawić Państwu i naszym przyjaciołom w Europie kilka moich pomysłów dotyczących przyszłości naszej Unii. To są pomysły, powtarzam, propozycje, impulsy, a nie – gotowe niemieckie rozwiązania.

Odpowiedzialność Niemiec za Europę polega według mnie na tym, że razem z naszymi sąsiadami wypracowujemy rozwiązania, a następnie wspólnie podejmujemy decyzje. Nie chcę Unii ekskluzywnych klubów lub dyrektoriów, lecz UE równouprawnionych członków. 

Chcę wyraźnie podkreślić – rozszerzająca się dalej na wschód Unia to korzyść dla nas wszystkich. Niemcy jako kraj w środku kontynentu dołożą wszelkich starań, aby połączyć wschód i zachód, północ i południe w Europie.

W ten sposób proszę też zrozumieć następujące cztery refleksje.

Po pierwsze – popieram rozszerzenie Unii Europejskiej o państwa Bałkanów Zachodnich, Ukrainę, Mołdawię, a perspektywicznie także o Gruzję. 

Unia Europejska licząca 30 lub 36 państw będzie inaczej wyglądała niż nasza dzisiejsza Unia. To jest oczywiste. Można by powiedzieć, przytaczając słowa historyka Karla Schlögela, że środek Europy przesuwa się na wschód. W tej poszerzonej Unii różnice między państwami członkowskimi pogłębią się, biorąc pod uwagę interesy polityczne, siłę gospodarczą lub systemy zabezpieczenia socjalnego. Ukraina to nie Luksemburg, a Portugalia inaczej postrzega światowe wyzwania niż Macedonia Północna.

W pierwszej kolejności kraje kandydujące muszą spełnić kryteria akcesyjne. Będziemy je w tym jak najlepiej wspierać. Ale również samą Unię musimy przygotować na to wielkie poszerzenie. To będzie wymagało czasu, i dlatego musimy przystąpić do działania od zaraz. Również przy dotychczasowych akcesjach reformy w państwach kandydujących szły w parze z reformami instytucjonalnymi w Unii Europejskiej. Tak będzie i tym razem.

Nie możemy ominąć tej debaty, przynajmniej wtedy, gdy poważnie traktujemy perspektywę akcesyjną. A złożone przez nas obietnice w sprawie akcesji musimy traktować poważnie. Tylko w ten sposób uzyskamy stabilność na naszym kontynencie. Porozmawiajmy więc o reformach.

W Radzie UE, na szczeblu ministrów, trzeba działać szybko i pragmatycznie. Musi to być zapewnione także w przyszłości. Tam, gdzie dziś jest konieczna jednomyślność, z każdym kolejnym państwem przystępującym do UE rośnie też ryzyko, że jeden kraj przez swoje weto może uniemożliwić wszystkim innym posunięcie się do przodu. Kto jest innego zdania, ten zaprzecza rzeczywistości europejskiej.

Dlatego zaproponowałem, aby w sferze wspólnej polityki zagranicznej, jak również w innych dziedzinach, takich jak np. polityka podatkowa, stopniowo przejść do decyzji większościowych – wiedząc że to miałoby konsekwencje również dla Niemiec. Musimy być świadomi tego, że trwanie przy zasadzie jednomyślności funkcjonuje tylko, gdy presja działania jest mała. Najpóźniej od chwili wystąpienia cezury tak już jednak nie jest.

Alternatywą dla decyzji większościowych nie byłoby zresztą utrzymanie status quo, lecz pójście do przodu w coraz różniejszych grupach oraz dżungla różnych reguł i trudnych w realizacji wyjątków typu „opt-in” oraz „opt-out.” To nie byłaby zróżnicowana integracja, lecz nieprzejrzysty gąszcz oraz zaproszenie dla wszystkich tych, którzy nie wierzą w zjednoczoną geopolityczną Europę i chcą nas rozegrać przeciwko sobie. Nie chciałbym tego!

Moje poparcie dla decyzji większościowych było czasem krytykowane i dobrze rozumiem obawy zwłaszcza mniejszych państw członkowskich. Również w przyszłości każdy kraj i ważne dla niego sprawy muszą zostać wysłuchane – wszystko inne byłoby zdradą idei europejskiej. Ponieważ obawy te traktuję bardzo poważnie, chcę powiedzieć: Szukajmy razem kompromisów! Wyobrażam sobie na przykład, że początkowo można by przejść do decyzji większościowych w tych dziedzinach, w których jest szczególnie kluczowe, abyśmy mówili jednym głosem – na przykład w dziedzinie polityki sankcji lub w kwestiach praw człowieka. Ponadto zachęcam do odwagi i stosowania możliwości konstruktywnego wstrzymania się od głosu. Uważam, że jest to zadaniem dla nas Niemców i wszystkich tych, którzy są przekonani o zasadności decyzji większościowych. Jeśli możliwie wielu z nas będzie kierować się tą ideą, będziemy znacznie bliżej geopolitycznej Europy zdolnej do kształtowania polityki światowej.

Parlament Europejski również nie obędzie się bez reform. Nie bez powodu traktaty przewidują maksymalną liczbę 751 deputowanych. Tę liczbę przekroczymy jednak, kiedy nowe kraje przystąpią do UE, w każdym razie wtedy, gdy po prostu poszerzymy Parlament o mandaty, które przysługiwałyby nowym krajom członkowskim zgodnie z dotychczasowymi regułami. Więc jeśli nie chcemy nadmiernego rozrastania się Parlamentu Europejskiego, potrzebujemy nowej równowagi odnośnie jego składu, przestrzegając przy tym zasady demokratycznej, według której każdy głos wyborczy ma mniej więcej taką samą wagę.

O znalezienie odpowiednej równowagi między reprezentatywnością a zdolnością do działania chodzi też w przypadku Komisji Europejskiej. Komisja licząca 30 lub 36 komisarzy dochodzi do granic swojej zdolności do działania. Jeśli w dodatku będziemy trzymać się zasady, według której każdy komisarz odpowiada za określoną własną tekę polityczną, to – przypominając innego wielkiego przedstawiciela tego miasta – doszłoby do kafkowskich sytuacji.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak dużą wagę państwa członkowskie przywiązują do tego, aby delegując „swoją” komisarz lub „swojego” komisarza, być reprezentowanym w Brukseli. To jest również ważne, ponieważ pokazuje, że w Brukseli wszyscy siedzą razem przy stole. Wszyscy decydują wspólnie. Dlatego nie chcę zmieniać zasady „jeden komisarz na jeden kraj”. Ale co stoi na przeszkodzie, by dwóch członków Komisji było wspólnie odpowiedzialnych za jedną Dyrekcję Generalną? Takie rozwiązania sprawdzają się na co dzień nie tylko w decyzyjnych gremiach przedsiębiorstw na całym świecie. Również w rządach niektórych państw członkowskich istnieją takie rozwiązania, zarówno jeśli chodzi o reprezentowanie na zewnątrz, jak i wewnętrzny podział kompetencji.

Szukajmy więc kompromisów tego typu na rzecz dobrze działającej Europy!

Drugie przemyślenie, którym chciałbym się podzielić z Państwem, jest związane z pojęciem, o którym w ostatnich latach często dyskutowaliśmy – to suwerenność europejska. 

Nie chodzi mi przy tym o semantykę. W istocie rzeczy suwerenność europejska oznacza, że we wszystkich dziedzinach stajemy się bardziej samodzielni, że przejmujemy więcej odpowiedzialności za nasze własne bezpieczeństwo, współpracujemy i współdziałamy jeszcze ściślej, aby realizować nasze wartości i interesy na całym świecie.

Nie tylko atak Rosji na europejski ład pokojowy zmusza nas do tego. Już wspominałem o zależnościach, w jakie uwikłaliśmy się. Importy surowców energetycznych z Rosji są szczególnie widocznym przykładem tego, ale wcale nie jedynym. Spójrzmy na przykład na problemy z dostępnością półprzewodników. Musimy jak najszybciej skończyć z takimi jednostronnymi zależnościami!

Europa zawdzięcza swój dobrobyt handlowi. Nie wolno nam pozostawiać tego pola działania innym. Dlatego potrzebne nam są także dalsze, oparte na zrównoważonym rozwoju umowy o wolnym handlu oraz ambitna agenda handlowa.

Mówiąc o zaopatrzeniu w surowce lub pierwiastki ziem rzadkich, myślimy głównie o odległych od Europy krajach pochodzenia. O jednym przy tym często zapominamy: duża część litu, kobaltu, magnezu czy niklu, które tak pilnie potrzebne są naszym przedsiębiorstwom, dawno już jest tu u nas w Europie. Każdy telefon komórkowy, każdy akumulator samochodowy zawiera w sobie cenne surowce. Mówiąc więc o suwerenności gospodarczej powinniśmy mówić też o jeszcze znacznie intensywniejszym wykorzystaniu tego potencjału. Potrzebne ku temu technologie istnieją już dziś. To, czego potrzebujemy, to wspólne standardy, aby stworzyć prawdziwą europejską gospodarkę obiegu zamkniętego – nazywam to strategiczną aktualizacją oprogramowania naszego rynku wewnętrznego.

Niezależność gospodarcza nie oznacza autarkii. To nie może być celem Europy, która zawsze odnosiła i nadal odnosi korzyści z otwartych rynków i handlu. Ale nam także potrzebny jest „game plan”, plan gry, coś w rodzaju strategii „Made in Europe 2030”. 

Dla mnie oznacza to: tam, gdzie Europa pozostaje w tyle za Doliną Krzemową, Shenzhen, Singapurem czy Tokio, chcemy wywalczyć sobie powrót do czołówki. 

Dzięki prawdziwym europejskim wysiłkom osiągnęliśmy już postęp odnośnie chipów i półprzewodników, które są tak ważne dla naszego przemysłu. Na przykład Intel ogłosił całkiem niedawno inwestycje warte miliardy we Francji, Polsce, Niemczech, Irlandii, Włoszech i Hiszpanii – gigantyczny krok w kierunku nowej generacji „mikroprocesorów made in Europe”. A to dopiero początek – z firmami takimi jak Infineon, Bosch, NXP czy GlobalFoundries pracujemy nad projektami, dzięki którym Europa wejdzie do technologicznej czołówki świata.

Albowiem nasze ambicje nie będą ograniczały się do produkowania w Europie jedynie rzeczy, które mogą być też produkowane gdzie indziej. Chcę Europy będącej prekursorem ważnych kluczowych technologii.

Weźmy na przykład mobilność przyszłości. W autonomicznej jeździe, w łączeniu w sieć różnych środków transportu lub w inteligentnym sterowaniu przepływem ruchu decydującą rolę będą odgrywały dane. Dlatego jednolity, transgraniczny europejski obszar danych dotyczących mobilności jest nam potrzebny jak najszybciej. W Niemczech zrobiliśmy pierwszy krok, tworząc przestrzeń danych dotyczących mobilności – Mobility Data Space. Połączmy ją z całą Europą! Jest to przestrzeń otwarta dla każdego, kto chce stworzyć coś nowego. W ten sposób możemy stać się światowym prekursorem.

Mówiąc o cyfryzacji, musimy do tego podejść szeroko i uwzględniać także przestrzeń kosmiczną, ponieważ suwerenność w erze cyfrowej zależy od zdolności posiadanych w przestrzeni kosmicznej. Niezależny dostęp do przestrzeni kosmicznej, nowoczesne satelity i megakonstelacje są nie tylko kluczowe dla naszego bezpieczeństwa, ale także dla ochrony środowiska, rolnictwa i wreszcie dla cyfryzacji – weźmy na przykład ogólnoeuropejski szerokopasmowy internet.

Coraz większą rolę odgrywają tu gracze komercyjni i startupy – widzimy to w USA. Także my musimy zatem wspierać nie tylko firmy mające już silną pozycję, lecz również takie innowacyjne przedsiębiorstwa, w celu zapewnienia silnego, konkurencyjnego europejskiego lotnictwa kosmicznego. Tylko w ten sposób będziemy mieli szansę, że kolejna firma taka jak SpaceX będzie pochodzić z Europy.

Wreszcie, nasz główny cel, jakim jest osiągnięcie neutralności klimatycznej jako Unia Europejska do 2050 r., niesie za sobą również ogromną szansę, a mianowicie uzyskania przewagi pierwszego ruchu – bycia „first mover” – w tej dziedzinie, mającej kluczowe znaczenie dla przyszłości ludzkości. Możemy to osiągnąć poprzez opracowanie i wprowadzenie na rynek tu u nas, w Europie, technologii, które będą potrzebne i wykorzystywane na całym świecie.

W dziedzinie energii elektrycznej mam na myśli rozwój sieci i infrastruktury magazynowania na potrzeby prawdziwego rynku wewnętrznego energii, który niezawodnie, latem i zimą, będzie zaopatrywał Europę w energię wodną z północy, energię wiatrową z wybrzeży i energię słoneczną z południa.

Myślę o europejskiej sieci wodorowej, która połączy producentów i odbiorców i wywoła europejski boom na elektrolizę, ponieważ tylko z udziałem wodoru przemysł stanie się neutralny klimatycznie.

Myślę o możliwie jak najgęstszej sieci stacji ładowania prądu dla samochodów elektrycznych osobowych, ale także dla ciężarówek, w każdym z naszych krajów.

I myślę o inwestycjach w nowe, neutralne dla klimatu paliwa dla lotnictwa oraz w niezbędną infrastrukturę, na przykład na lotniskach, tak aby cel, jakim jest neutralne dla klimatu lotnictwo, nie pozostał w sferze marzeń, ale stał się rzeczywistością, biorącą swój początek w Europie.

Ta ekologiczna i cyfrowa transformacja naszej gospodarki będzie wymagała znacznych inwestycji prywatnych. Podstawą tego jest silny i płynny rynek kapitałowy UE oraz stabilny system finansowy. Unia Rynków Kapitałowych i Unia Bankowa mają zatem kluczowe znaczenie dla naszego przyszłego dobrobytu.

Szanowni Państwo, wszystkie te elementy są krokami w kierunku europejskiej suwerenności.

Pozwolę sobie wymienić jeszcze jeden aspekt, ponieważ odgrywa on decydującą rolę w kwestii suwerenności i w odniesieniu do wojny na wschodzie Europy: potrzebna nam jest lepsza koordynacja naszych wysiłków obronnych w Europie.

W porównaniu z USA, Unia ma kilkakrotnie więcej różnych systemów uzbrojenia. Jest to nieefektywne, ponieważ w tej sytuacji nasi żołnierze muszą szkolić się na wielu różnych systemach, a konserwacja i naprawy są także droższe i bardziej czasochłonne.

Po niegdyś nieskoordynowanej redukcji europejskich armii i budżetów obronnych, powinno teraz nastąpić skoordynowane uzupełnianie europejskich zdolności. Oprócz wspólnej produkcji i zakupu niezbędne jest w tym celu, aby nasze przedsiębiorstwa jeszcze znacznie ściślej współpracowały przy projektach zbrojeniowych. Wymaga to jeszcze znacznie ściślejszej koordynacji na szczeblu europejskim. Dlatego najwyższy czas, aby nie tylko ministrowie rolnictwa czy środowiska spotykali się w odrębnym składzie w Brukseli. W tych czasach potrzebujemy samodzielnej rady ministrów obrony.

Posiadamy już szereg instrumentów, aby na płaszczyźnie całkiem praktycznej poprawić współpracę pomiędzy naszymi siłami zbrojnymi. Poza Europejską Agencją Obrony i Europejskim Funduszem Obronnym mam na myśli przede wszystkim współpracę taką, jaka jest już praktykowana w Organizacji jednoczącej współpracy w dziedzinie uzbrojenia OCCAR. Tak jak wolne granice w strefie Schengen wprowadziliśmy zaczynając od siedmiu państw, organizacja ta może stać się zalążkiem Europy wspólnej obronności i zbrojeń. 

W tym celu będziemy musieli dokonać przeglądu wszystkich naszych krajowych zastrzeżeń i regulacji, na przykład w odniesieniu do wykorzystania i eksportu wspólnie wyprodukowanych systemów. Ale to musi być możliwe, w interesie naszego bezpieczeństwa i naszej suwerenności, która zależy również właśnie od europejskich zdolności zbrojeniowych.

NATO pozostaje gwarantem naszego bezpieczeństwa. Ale prawdą jest również, że każda poprawa, każde ujednolicenie europejskich struktur obronnych w ramach UE wzmacnia NATO.

Powinniśmy wyciągnąć wnioski z tego, co wydarzyło się w Afganistanie latem ubiegłego roku. W przyszłości UE musi być w stanie reagować szybko i skutecznie. Wraz z innymi partnerami z UE Niemcy zadbają więc o to, by planowane unijne siły szybkiego reagowania osiągnęły gotowość operacyjną w 2025 roku, tworząc wtedy też ich trzon. Niezbędna jest ku temu jednoznaczna struktura dowodzenia. Musimy zatem wyposażyć stałą komórkę planowania i prowadzenia operacji wojskowych UE, a w średnioterminowej perspektywie autentyczną kwaterę główną UE, we wszystko, co jest do tego potrzebne w zakresie finansów, personelu i technologii. Niemcy wezmą na siebie tę odpowiedzialność, gdy w 2025 roku staniemy na czele sił szybkiego reagowania.

Musimy wreszcie uelastycznić nasze polityczne procesy decyzyjne, zwłaszcza w czasach kryzysu. Dla mnie oznacza to pełne wykorzystanie swobody zawartej w traktatach UE. Tak, oznacza to jak najbardziej również znacznie większe wykorzystanie możliwości powierzenia misji grupie państw członkowskich, które są do tego przygotowane, niejako koalicji zdecydowanych. To jest unijny podział pracy w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Postanowiono już, że Niemcy wesprą Litwę brygadą gotową do rozmieszczenia w krótkim czasie, a NATO kolejnymi siłami o wysokiej gotowości operacyjnej. Wspieramy Słowację między innymi w zakresie obrony powietrznej. Republice Czeskiej i innym krajom rekompensujemy czołgami produkcji niemieckiej przekazanie Ukrainie czołgów z produkcji radzieckiej. Jednocześnie uzgodniliśmy, że nasze siły zbrojne będą jeszcze znacznie ściślej współpracować. Także kwota 100 mld euro, za którą my w Niemczech zmodernizujemy Bundeswehrę w najbliższych latach, wzmocni europejskie i transatlantyckie bezpieczeństwo.

Wiele do nadrobienia mamy w Europie w zakresie obrony przed zagrożeniami z powietrza i z przestrzeni kosmicznej. Dlatego też w najbliższych latach będziemy w Niemczech w znaczącej mierze inwestować w naszą obronę powietrzną. Wszystkie te zdolności będą mogły być wykorzystane w ramach NATO. Jednocześnie Niemcy od początku będą projektować tę przyszłą obronę powietrzną w taki sposób, aby nasi europejscy sąsiedzi, na przykład Polacy, Bałtowie, Holendrzy, Czesi, Słowacy czy nasi skandynawscy partnerzy, również mogli w niej uczestniczyć, jeśli będą tego sobie życzyli. Wspólnie opracowany system obrony powietrznej w Europie byłby nie tylko tańszy i skuteczniejszy niż budowanie przez każdego z nas własnej, kosztownej, bardzo złożonej obrony powietrznej, lecz także byłby korzyścią dla bezpieczeństwa całej Europy i doskonałym przykładem tego, co mamy na myśli, mówiąc o wzmocnieniu europejskiego filaru NATO.

Także trzecie duże zadanie, które widzę dla Europy, jest konsekwencją cezury a jednocześnie wykracza daleko poza nią. W przewidywalnej perspektywie Rosja Putina będzie się definiować na podstawie wrogości do Unii Europejskiej. Putin będzie wykorzystywał każdą niezgodę między nami, każdą słabość. Naśladują to inni autokraci. Proszę tylko pomyśleć o tym, jak w zeszłym roku białoruski dyktator Łukaszenka próbował wywrzeć na nas presję polityczną wykorzystując cierpienie tysięcy uchodźców i migrantów z Bliskiego Wschodu. Chiny i inni również wykorzystują nasze słabe strony, które my Europejczycy im prezentujemy, gdy się nie zgadzamy. 

Co z tego wynika dla Europy, można by podsumować tak: Musimy zewrzeć szeregi, przezwyciężyć stare konflikty i znaleźć nowe rozwiązania. Brzmi to jak oczywistość, ale kryje się za tym mnóstwo pracy. Weźmy tylko te dwa obszary, które w ostatnich latach wywołały chyba największe napięcia między krajami członkowskimi – politykę migracyjną i finansową.

Po ataku Rosji na Ukrainę udowodniliśmy, że potrafimy zrobić krok naprzód w zakresie polityki migracyjnej. Po raz pierwszy UE uruchomiła dyrektywę o tymczasowej ochronie. Dla milionów Ukraińców za tym nieporęcznym terminem kryje się kawałek normalności daleko od domu, szybkie, pewne zezwolenie na pobyt, możliwość podjęcia pracy, uczęszczania do szkoły lub uniwersytetu, takiego jak ten, w którym tutaj jesteśmy.

Ludzie nadal będą przybywać do Europy, czy to w poszukiwaniu schronienia przed wojną i prześladowaniami, czy też w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Europa pozostaje celem marzeń dla milionów ludzi na całym świecie. Z jednej strony jest to wspaniały dowód atrakcyjności naszego kontynentu, z drugiej strony jest to także rzeczywistość, z którą my Europejczycy musimy się zmierzyć. Oznacza to konieczność dalekowzrocznego kształtowania migracji, zamiast ciągłego reagowania tylko ad hoc na kryzysy. Oznacza to również ograniczenie nielegalnej migracji i jednoczesne umożliwienie legalnej migracji, ponieważ imigracja jest nam potrzebna. Na naszych lotniskach, w naszych szpitalach i w wielu przedsiębiorstwach odczuwamy przecież obecnie, że wszędzie brakuje nam wykwalifikowanych pracowników.

Niektóre punkty wydają mi się kluczowe.

Po pierwsze, potrzebujemy więcej wiążących partnerstw z krajami pochodzenia i tranzytu, na równych zasadach. Jeżeli zaoferujemy pracownikom więcej legalnych dróg do Europy, to w zamian musi wzrosnąć gotowość krajów pochodzenia do umożliwienia powrotu swoim obywatelom, którzy nie uzyskali prawa pobytu.

Po drugie, funkcjonująca polityka migracyjna obejmuje ochronę granic zewnętrznych, która jest skuteczna i spełnia nasze standardy praworządności. Strefa Schengen, czyli podróżowanie, życie i praca bez granic – jej byt lub niebyt zależy od ochrony granic zewnętrznych. Schengen jest jednym z największych osiągnięć Unii Europejskiej, którego powinniśmy chronić i które powinniśmy dalej rozwijać. Do tego należy również zamknięcie istniejących luk. Chorwacja, Rumunia i Bułgaria spełniają wszystkie wymogi techniczne dla pełnego członkostwa. Będę dążył do tego, by stały się pełnoprawnymi członkami.

Po trzecie, Europa potrzebuje systemu azylowego, który będzie solidarny i odporny na kryzysy. Zaoferowanie bezpiecznego domu osobom potrzebującym ochrony jest naszym obowiązkiem. W ostatnich miesiącach pod prezydencją francuską porozumieliśmy się co do podejścia stopniowego. Teraz tę sprawę powinien podjąć także Parlament Europejski. Czeska prezydencja w Radzie może liczyć na nasze pełne wsparcie w negocjacjach z Parlamentem. 

Wreszcie powinniśmy wcześniej niż dotychczas dawać osobom uprawnionym do ochrony i legalnie przebywającym w UE możliwość podjęcia pracy w innym państwie członkowskim, aby wykorzystać ich umiejętności tam, gdzie są potrzebne. Ponieważ nie jesteśmy naiwni, musimy jednocześnie zapobiegać nadużyciom, na przykład gdy nie ma woli do pracy. Jeśli się nam to uda, swoboda przemieszczania się nie doprowadzi do przeciążenia systemów społecznych. Zapewnimy wtedy długotrwałą akceptację tej wielkiej europejskiej wolności.

Szanowni Państwo! Dziedziną, która, oprócz kwestii migracji, w ostatnich latach najbardziej podzieliła nas Europejczyków, była polityka fiskalna. Jednakże historyczny program odbudowy, przyjęty podczas kryzysu pandemii koronawirusa, stanowi punkt zwrotny. Po raz pierwszy daliśmy wspólną europejską odpowiedź, wspierając krajowe programy inwestycji i reform z funduszy UE. Uzgodniliśmy, że wspólnie zainwestujemy we wzmocnienie naszych gospodarek narodowych. Nawiasem mówiąc, pomaga nam to również w obecnym kryzysie. 

Ideologia ustąpiła miejsca pragmatyzmowi. Powinniśmy się tym kierować odnośnie kwestii dalszego rozwijania naszych wspólnych regulacji, już po kryzysie koronawirusa. Jedno jest pewne: wspólna strefa walutowa wymaga wspólnych zasad, których się przestrzega i które można poddać kontroli. To buduje zaufanie i umożliwia solidarność w potrzebie.

Kryzysy ostatnich lat spowodowały obecnie wzrost poziomu zadłużenia we wszystkich państwach członkowskich. Dlatego musimy porozumieć się co do sposobu zmniejszenia tych wysokich poziomów zadłużenia. Porozumienie to musi być wiążące, umożliwiać wzrost i być politycznie przekonujące. Jednocześnie musi ono umożliwić wszystkim państwom UE dokonania transformacji naszych gospodarek poprzez inwestycje.

Na początku miesiąca, jako rząd niemiecki przedstawiliśmy nasze pomysły odnośnie dalszego rozwoju europejskich zasad budżetowych. Kierują się one tą logiką. Chcemy rozmawiać o nich otwarcie ze wszystkimi naszymi europejskimi partnerami, bez uprzedzeń, bez pouczania, bez wskazywania winnych. Chcemy wspólnie dyskutować o tym, jak może wyglądać zrównoważony całokształt regulacji po cezurze. Chodzi tu o coś bardzo fundamentalnego. Chodzi o danie obywatelom pewności, że nasza waluta jest bezpieczna i nieodwracalna, że mogą polegać na swoim państwie i na Unii Europejskiej nawet w czasach kryzysu.

Jednym z najlepszych przykładów pokazujących, jak udało nam się to osiągnąć w ostatnich latach, jest europejski program SURE. Podczas kryzysu koronawirusa wprowadziliśmy ten program, aby zabezpieczyć pracę w zmniejszonym wymiarze czasu. Skorzystało z niego ponad 30 milionów obywateli w całej UE, jest to aż jeden na siedmiu pracowników, którzy w przeciwnym razie mogliby znaleźć się na ulicy. Ponadto ta zachęta na szczeblu europejskim umożliwiła nam wprowadzenie udanego modelu pracy w zmniejszonym wymiarze czasu praktycznie w całej Europie. W rezultacie w całej Europie rynek pracy jest odporniejszy, a przedsiębiorstwa zdrowsze. Tak właśnie wyobrażam sobie pragmatyczne rozwiązania w Europie, także w przyszłości.

Dla polityki europejskiej cezura musi oznaczać budowanie mostów, a nie podziałów. Obywatele oczekują od UE efektywnego działania. Wyniki Konferencji w sprawie przyszłości Europy pokazują to wyraźnie. Obywatele oczekują od UE bardzo konkretnych spraw, na przykład szybszego tempa w ochronie klimatu, zdrowej żywności, zrównoważonych łańcuchów dostaw czy właśnie lepszej ochrony pracowników. Krótko mówiąc, oczekują „solidarité du fait”, solidarności czynu, o której była już mowa w Deklaracji Schumana z 1950 roku. Naszym zadaniem jest wciąż na nowo uzasadniać tę solidarności czynu i dostosowywać ją do wyzwań czasu. 

W dekadach założycielskich zjednoczonej Europy oznaczało to przede wszystkim uniemożliwienie wojny między jej członkami poprzez coraz ściślejsze powiązania gospodarcze. To, że udało się to osiągnąć, pozostaje historyczną zasługą naszej Unii. W międzyczasie jednak projekt pokojowy stał się również ogólnoeuropejskim projektem wolności i sprawiedliwości. To z kolei zawdzięczamy przede wszystkim krajom, które dołączyły do naszej wspólnoty dopiero później – Hiszpanom, Grekom i Portugalczykom, którzy po dziesięcioleciach dyktatury zwrócili się ku Europie wolności i demokracji, a następnie obywatelkom i obywatelom Europy Środkowo-Wschodniej, którzy przezwyciężyli zimną wojnę, walcząc o wolność, prawa człowieka i sprawiedliwość. Wśród nich było wielu odważnych studentów tego uniwersytetu, którzy w ciemny listopadowy wieczór 1989 roku tak głośno wołali o wolność, że przekształciło się to w rewolucję. Ta Aksamitna Rewolucja była szczęśliwym zrządzeniem losu dla Europy.

Pokój i wolność, demokracja i państwo prawne, prawa człowieka i godność osoby ludzkiej – te wartości Unii Europejskiej są naszym wspólnie nabytym dziedzictwem. Szczególnie teraz, w obliczu ponownego zagrożenia dla wolności, pluralizmu i demokracji, którego doświadczamy na wschodzie naszego kontynentu, odczuwamy te powiązania przecież szczególnie mocno.

„Państwa trwają przez ideały, z których się zrodziły”. Zdanie to wypowiedział jeden z najsłynniejszych profesorów tej uczelni, Tomáš Masaryk, późniejszy prezydent Czechosłowacji. To zdanie odnosi się do państw, ale odnosi się ono również do wspólnoty wartości, jaką jest UE. Wartości są konstytutywną podstawą jej istnienia, więc gdy wartości te są naruszane, ma to również wpływ na nas wszystkich, poza Europą, a jeszcze bardziej wewnątrz naszej wspólnoty. To jest czwarta myśl, którą chciałbym się dziś z Państwem podzielić.

Dlatego niepokoi nas, gdy w środku Europy mówi się o nieliberalnej demokracji, jak gdyby nie było to sprzecznością samą w sobie. Dlatego nie możemy zaakceptować sytuacji, w której łamane są zasady państwa prawnego i demontowana jest kontrola demokratyczna. Aby wyrazić to też całkiem jasno: w Europie nie może być tolerancji dla rasizmu i antysemityzmu. Dlatego też popieramy Komisję w jej działaniach na rzecz praworządności. Parlament Europejski również śledzi ten temat z wielką uwagą. Jestem za to bardzo wdzięczny.

Nie powinniśmy się wstrzymywać od wykorzystania wszystkich istniejących możliwości, aby zaradzić deficytom. Sondaże pokazują, że zdecydowana większość obywateli wszędzie, w tym także zresztą w Węgrzech i w Polsce, życzy sobie nawet większego zaangażowania UE na rzecz wolności i demokracji w ich krajach. Jedną z tych możliwości jest procedura ochrony wartości państwa prawnego na podstawie art. 7 TUE. Tu również musimy znieść możliwości blokady. Rozsądne wydaje mi się również konsekwentne powiązanie płatności z poszanowaniem standardów państwa prawnego, tak jak to uczyniliśmy w czasie kryzysu pandemii koronawirusa odnośnie ram finansowych na lata 2021-2027 oraz funduszu odbudowy. Powinniśmy ponadto otworzyć Komisji nową drogę do wszczynania postępowań w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego także wtedy, gdy naruszone zostanie to, co nas łączy w samym sednie – nasze podstawowe wartości, które wszyscy zapisaliśmy w traktacie UE: godność osoby ludzkiej, wolność, demokracja, równość, państwo prawne i poszanowanie praw człowieka.

Jednocześnie chciałbym, abyśmy nie musieli spierać się w sądzie o państwo prawne, ponieważ oprócz wszystkich procedur i sankcji potrzebujemy przede wszystkim otwartego dialogu na szczeblu politycznym na temat deficytów, które istnieją przecież we wszystkich krajach. Sprawozdanie Komisji na temat praworządności wraz z zawartymi w nim zaleceniami dla poszczególnych krajów stanowi ku temu dobrą podstawę. Będziemy od strony politycznej uważnie monitorować wdrażanie tych zaleceń i odrabiać nasze własne lekcje. Państwo prawne jest bowiem podstawową wartością, która powinna jednoczyć naszą Unię. Szczególnie w tych czasach, kiedy autokracja rzuca wyzwanie naszym demokracjom, jest to ważniejsze niż kiedykolwiek.

Szanowni Państwo! Wspomniałem już o odważnych studentach tego uniwersytetu, którzy wieczorem 17 listopada 1989 roku rozpoczęli Aksamitną Rewolucję. Na kampusie uniwersyteckim przy ulicy Albertov, gdzie rozpoczął się ich protest, upamiętnia ich dziś mała tabliczka z brązu. Widnieją na niej dwa zdania i mam nadzieję, że wymówię je w miarę poprawnie: Kdy   když ne teď? Kdo   když ne my?   Czyli: Kiedy, jeśli nie teraz? Kto, jeśli nie my?  Stąd, z Pragi te dwa zdania chcę dziś zawołać do wszystkich Europejczyków, tych, którzy już mieszkają w naszej Unii i tych, którzy, miejmy nadzieję, niedługo do nas dołączą. Chcę je zawołać do przywódców politycznych, moich koleżanek i kolegów, z którymi codziennie w Brukseli, Strasburgu czy w naszych stolicach walczymy o znalezienie rozwiązań. Chodzi o naszą przyszłość, której nazwa brzmi Europa. Europa ta stoi dziś przed większymi wyzwaniami niż kiedykolwiek.

Kiedy, jeśli nie teraz, gdy Rosja stara się przesunąć granicę między wolnością a autokracją, położymy fundamenty pod rozszerzoną Unię wolności, bezpieczeństwa i demokracji? Kiedy, jeśli nie teraz, stworzymy suwerenną Europę, która będzie w stanie wybronić swojej pozycji w wielobiegunowym świecie? Kiedy, jeśli nie teraz, pokonamy różnice, które nas od lat paraliżują i dzielą? Kto, jeśli nie my, mógłby chronić i bronić wartości Europy, zarówno wewnątrz jej, jak i na zewnątrz?


Europa jest naszą przyszłością, a przyszłość ta leży w naszych rękach.

Dziękuję bardzo za uwagę.